Za murami kamienicy Orsettich trwa wielki remont. To, co mamy najcenniejszego, czyli muzealia, solidnie zabezpieczone i zewidencjonowane, czekają grzecznie, aż znów będzie im dane wystąpić na scenie naszych pięknych i odświeżonych wystaw...
Bo wystawa jest przecież rodzajem przedstawienia, teatru, gry, gdzie każdy detal ma znaczenie: kolor, światło, zapach, ale przede wszystkim eksponat – przedmiot, który ma odegrać w tym przedstawieniu określoną rolę – taką, jaką przypisze mu kurator wystawy. Staje w blasku i w pełnej krasie, jest podziwiany, oglądany i fotografowany. Toczą się o nim dyskusje, padają pytania, odbywają się całe konferencje i sesje naukowe. Przedmiot otrzymuje wtedy kolejne znaczenie, kolejną interpretację. Staje się ilustracją do jakiegoś konkretnego zamysłu kuratorskiego, pokazuje pewne treści. Czasem jest najważniejszy na wystawie, czasem jest jednym z wielu innych eksponatów, a czasem odgrywa rolę drugorzędną, rolę tła, która (uwaga!) jest równie ważna i bez niej niejednokrotnie nie udałoby się wyeksponować niektórych treści w sposób prawidłowy. Z organizacją każdej wystawy wiąże się niesamowity ruch, przemieszczenia obiektów i praca sztabu ludzi.
Ale my nie o tym… My o tym, że… Nie wszystkie nasze muzealia schowały się w muzealnych magazynach, opatulone we flizelinę, papier bezkwasowy i mrok. Całe mnóstwo z nich przebywa aktualnie na „gościnnych występach” w innych muzeach, gdzie zostały zaproszone do odegrania kolejnej swojej roli – czasem pierwszo, a czasem drugoplanowej, w kolejnych przedstawieniach, jakimi są muzealne wystawy.
Przy takim wyjeździe obiektu też trzeba się solidnie napracować… Pisma, umowy, protokoły, wyceny, wielogodzinne badania stanu zachowania, podejmowanie czasem bardzo trudnych decyzji, organizacja specjalistycznego transportu… Przez cały ten okres przygotowań do użyczenia, aż do bezpośredniego nadzoru nad pakowaniem i momentu, kiedy obiekt opuszcza Muzeum w asyście ochrony, stoją przy nim dzielnie i wytrwale konserwator i inwentaryzator. Następnie machają białą chusteczką na pożegnanie, a potem czekają na efekty „pracy” użyczonego muzealium – wspaniałą wystawę, katalog, wyniki badań, konferencje naukowe, aż wreszcie spływające z tego powodu na obiekt splendor i sławę.
Jesteśmy dumni ze wszystkich naszych muzealiów, które przemierzając Polskę wzdłuż i wszerz, uczestniczą w tego typu wydarzeniach. Są to wystawy stałe i czasowe, niektóre o zasięgu międzynarodowym lub ogólnokrajowym, inne nieco skromniejsze, lokalne. Każdy z tych „występów” jest dla nas ważny i rozwijający. A dziś…
Dziś na tapet bierzemy portret Konstantego Papiewskiego (Paniewskiego?) herbu Godziemba, który jakiś czas temu wyjechał do Kolbuszowej i teraz dumnie reprezentuje nasze Muzeum na wystawie stałej w dworze z Brzezin, znajdującym się na terenie Parku Etnograficznego Muzeum Kultury Ludowej. Z portretu spogląda na nas mężczyzna w wieku dwudziestu kilku lat, ubrany w czarny surdut, jasną kamizelką i białą koszulę. Pod szyją zawiązana ciemna chustka. Młodzieniec uśmiecha się delikatnie, niemal niezauważalnie. Doskonale wie, jaką rolę odgrywa jego portret w przepięknym dworze z Brzezin.
Barokowy dwór jest najstarszym obiektem na terenie skansenu. Od 1753 roku przez pokolenia zamieszkiwany był przez szlachecki ród Morskich. Jak czytamy na stronie Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej – jest jedyną w Polsce południowo-wschodniej zachowaną drewnianą budowlą tego typu. Jak niemal każda siedziba rodu szlacheckiego, budynek zmieniał się przez lata, ewaluował, dostosowywano go do potrzeby chwili, przebudowywano. Był nie tylko domem, ale też centrum zarządzania majątkiem ziemskim i jak każdy inny polski dwór – ośrodkiem szlacheckiej kultury i obyczaju, ale także miejscem, gdzie pielęgnowano tradycje rodzinne i pamięć o przodkach (w myśl zasady „pamiętaj, skąd przychodzisz…”).
Dwory polskie były prawdziwymi galeriami portretów rodzinnych, we wszelkich możliwych konfiguracjach pokrewieństwa i powinowactwa. Najcenniejsze pod kątem potwierdzenia pradawności rodu (im więcej pokoleń wstecz, tym lepiej) były oczywiście konterfekty przodków. Pielęgnowano pamięć o nich i chlubiono się ich historią, osiągnięciami, tytułami, zasługami dla ojczyzny.
W dworze z Brzezinach ten właśnie efekt wielkiego rodzinnego albumu na ścianach uzyskano poprzez nagromadzenie portretów szlacheckich z różnych okresów. A wśród nich… nasz Konstanty, dystyngowany młodzieniec w surducie – jest jedną z cegiełek, którymi kuratorzy wystawy zbudowali ten specyficzny genius loci polskiego, szlacheckiego dworu. Czeka na Was! Odwiedźcie dwór z Brzezin i spróbujcie go odnaleźć.
Portret młodego szlachcica nie jest jedynym obiektem ze zbiorów Muzeum w Jarosławiu Kamienica Orsettich, który możecie oglądać poza naszą siedzibą, zamkniętą obecnie dla zwiedzających z powodu remontu. Zupełnie wyjątkowym przykładem takiego muzealium jest cudowna ikona „Brama Miłosierdzia” – obiekt w kulcie, znajdujący się w Cerkwi Greckokatolickiej pw. Przemienienia Pańskiego w Jarosławiu. Razem z naszymi zbiorami jesteśmy też obecni w Puławach, Przemyślu, Legnicy, Dębicy, Przeworsku… Kolejne szykują się już do podróży do Sanoka i Warszawy. I na pewno… ciąg dalszy nastąpi…
tekst: Adriana Pobuta - Główna Inwentaryzator Muzeum w Jarosławiu Kamienica Orsettich


